Wspomnienia przodków ocalić od zapomnienia — wiersze, część pierwsza

Na początku listopada zakończył się konkurs Stowarzyszenia Kocham Polskę Wspomnienia przodków ocalić od zapomnienia. Otrzymaliśmy w jego ramach zarówno opowiadania i wiersze jak i prace plastyczne. Werdykt komisji laureaci usłyszą już niebawem, a tymczasem na stronie będziemy publikować ich teksty (bez zdradzania wyników).

Dzisiaj prezentujemy Państwu wspomnienia Karoliny Kosieradzkiej, uczennicy 8 klasy szkoły podstawowej z województwa mazowieckiego. Karolina napisała trzy utwory liryczne, które opisują przeżycia jej przodków w czasach II wojny światowej oraz już po jej zakończeniu. Karolina przesłała do nas zestaw trzech wierszy: Trudne czasy, Lata młodości oraz Babcia i motor. Utwory wyróżnia przedstawienie perspektywy zwykłego człowieka, bez patosu i filmowego bohaterstwa, przez co stanowią doskonałą reprezentację historii wielu ofiar wojen i trudnych czasów. Dodatkowo Karolina napisała jedyny w całym zestawieniu tekst satyryczny, który okazał się być fantastycznym oddechem od ciężaru tragicznej historii.

Poniżej utwory Karoliny. Życzymy Państwu miłego czytania!

„TRUDNE CZASY”

Wioska niewielka, cisza i spokój

przed domem matka i córka nieduża

i nagle ojciec zmęczony powraca, 

z pola, co daje im chleb powszedni. 

I patrząc swej żonie w oczy, 

mocno przytula i mówi:

wojna, nadciąga z dala.

Już słychać huk i strzały złowieszcze,

gdzie ukryć matkę i dziecię niewielkie?

Lecz Bóg dopomógł i front ten straszny 

ominął biednego domu progi.

Nadeszła zima czterdziestego roku

na świat przychodzi kolejna radość

szczęście podwójne dziewczynka i chłopiec.

Rodzina coraz piękniejsza się staje.

Lecz życie ich nadal jest zagrożone,

bo z każdej strony wciąż słychać strzały.

Ojciec bohater rodzinę skrywa,

aby się dzieci mocno nie bały. 

Lecz życie syna gaśnie w chorobie,

umiera dziecię bezbronne, niewielkie.

A wojska nadal w pobliżu domu 

i ciągle strach o swoich bliskich.

Ojciec pomimo wszystko, 

aby rodzinę wykarmić swoją 

na pole idzie i zboże sieje,

choć wkoło słychać strzały i boje. 

Lato minęło, czas żniw się zaczął.

Już snopy zboża zniknęły z pola,

teraz już tylko z niewielkiej wioski 

słychać stukanie cepów w stodołach.

I tak pracują biedni rolnicy,

choć wkoło wojny odgłosy nadal.

Lecz nagle co to, niemiecki żołnierz

prowadzi mężczyznę porwanego z pola.

Już pod stodołą chce go ustawić,

aby zakończyć jego życie młode

i nagle żona przed niego wbiega,

z dzieckiem na ręku błagając o litość.

Niemiecki żołnierz opuścił broń

i wolnym stał się ojciec rodziny.

I tak mijały kolejne lata

w strachu, rozterce, bólu, cierpieniu, 

aż dnia pięknego ósmego maja 1945 roku

zagościł w naszej kochanej Polsce,

długo wyczekiwany, upragniony pokój.

Patrząc na losy moich pradziadków, 

którzy bronili swojej ojczyzny,

jestem im wdzięczna, bo dzięki temu,

jest nadal Polska i niech tak zostanie.

                                                                                             

„LATA MŁODOŚCI”

Czasy to piękne, chociaż niełatwe, 

jak wspominają moi dziadkowie

lata młodości są wciąż w ich głowie.

Gdy pytam dziadka, jak mu się żyło 

kiedy lat miał naście lub trochę więcej,

to odpowiada mi z łezką w oku,

że ciężko było, lecz całkiem miło.

Pracy miał dużo już jako dziecię,

krowy na łące i w lesie pasał,

jagody zbierał i drwa na rozpałkę.

A gdy wakacji przychodził czas

to nikt nie myślał, jak dziś o wyjazdach

lecz każde dziecko małe czy starsze 

wraz z rodzicami na pole szło.

Ojciec od rana kosę szykował, 

klepał i ostrzył, by zboże ciąć.

Matka zaś z dziećmi snopy robiła.

Gdy sił już brakło to kucki zboża 

cień upragniony  i chłód dawały.

Cała rodzina tam zasiadała,

by zjeść, co matka rano naszykowała. 

Gdy tak już trochę sił im przybyło

to dalej się to samo robiło.

Tak upływały lata młodości 

pośród rodzinnej wielkiej miłości.

                                                                                         

„BABCIA I MOTOR”

Prawda to moi kochani

Jest jedna z najbardziej zapamiętanych,

Jak babcia moja najdroższa

Prawo jazdy na motor zrobić postanowiła.

Lecz finał tej opowieści 

Jest bardziej smutny chyba,

Bo babcia na motocyklu 

długo nie pojeździła.

Zaraz po pierwszym kursie 

szybko się okazało, 

że motocykl jedzie szybciej 

niż babci się zdawało. 

I później już same kłopoty 

z tego się zrodziły,

bo gdzie się podział motocykl

wszyscy się dziwili.

A babcia tylko ręką

machnęła cztery razy,

że motocykl został w krzakach   

tuż obok starej bazy.

Wiec nie ma się co dziwić,

że dziś się martwi o nas

i chce nas wciąż ochronić 

przed każdym złem obronić.

                                                                                                          

Możesz również polubić