Na początku listopada zakończył się konkurs Stowarzyszenia Kocham Polskę Wspomnienia przodków ocalić od zapomnienia. Otrzymaliśmy w jego ramach zarówno opowiadania i wiersze jak i prace plastyczne. Werdykt komisji laureaci usłyszą już niebawem, a tymczasem na stronie będziemy publikować ich teksty (bez zdradzania wyników).
Dzisiaj prezentujemy Państwu tekst autorstwa Aleksandry Czarnockiej — trzynastoletniej uczennicy szkoły podstawowej, z województwa mazowieckiego. Aleksandra przysłała nam tekst, który opowiada historię jej dziadka — Ludwika. Mężczyzna był jedną z osób wywiezionych na Syberię w 1945 roku. Mimo trudnych warunków, udało mu się powrócić do kraju, do rodziny.
Historia pradziadka Aleksandry to los, który stał się udziałem wielu Polaków: zarówno podczas II wojny światowej, jak i przed nią oraz po jej zakończeniu. Wywózka w głąb Rosji była jednym z największych lęków polskiej ludności — wiedzieli bowiem, z czym wiąże się taki wyrok. Wielu więźniów łagrów zginęło, wielu nigdy nie wróciło do domu — dziadek autorki stanowi szczęśliwy wyjątek.
Należy pochwalić Aleksandrę za podjęcie tego trudnego i ważnego tematu, który dotyczy tak wielu ludzi w Polsce: warto podkreślić, że zrobiła to z wrażliwością i empatią, próbując zrozumieć emocje ofiar. Warto docenić również rzeczowy i konkretny opis faktów, który znacznie ułatwia odbiór tekstu.
Poniżej praca Aleksandry, zachęcamy do zapoznania się!
Opowiadanie o pradziadku Ludwiku
Opowiem Wam historię o moim pradziadku, Ludwiku Czarnockim. Uważam, że jego historia jest warta tego, aby ocalić ją od zapomnienia. Został on zabrany i zmuszony do wyjazdu do niewoli rosyjskiej, na Sybir. Miał wtedy 39 lat, żonę i dzieci. Gdyby nie wojna, wiódłby spokojne i szczęśliwe życie na wsi, wraz z bliskimi. Niestety, jego plany pokrzyżowały państwa pragnące walki.
Pradziadek urodził się w 1906 roku. Miał żonę Aleksandrę i trzech synów, w tym mojego dziadka od strony taty, Stanisława. Właśnie od niego mam informację ma temat pradziadka. Dwudziestego lutego 1945 roku został zabrany przez żołnierzy rosyjskich wraz z kilkoma innymi mężczyznami z Wyroząb na miesiąc do Rembertowa, następnie przewieźli pradziadka wagonami w głąb Rosji, na Ural, na Sybir. Teraz nikt nie wyobraża sobie pożegnać się ze swoim ojcem, synem, mężem, bądź kimkolwiek innym bliskim. Szczególnie, jeśli wiedziałoby się, że nie zobaczy się go przez bardzo długi czas lub już nigdy. Niestety, moja prababcia, dziadek, wujkowie i inni musieli się z tym zmierzyć. Pradziadek przebywał w obozach pracy. W przeciągu dwóch lat zmieniał je kilka razy. Został przydzielony do cięcia i piłowania drewna. Mieli tam wyznaczoną normę, jaką każdy musiał przepracować. Jeśli nie wypracował tyle, ile powinien, przyznawano mu mniej jedzenia, a i tak nie było go zbyt dużo, bądź wcale. Dostawał 400 gram chleba, trochę wody, zimne kartofle i czasami zupę. Oczywiście ta potrawa nie należała do tych, które my możemy jeść teraz. W zupie czasem była marchewka, trochę ziemniaków i była ona zimna. Posiłkami, które były podawane w niewoli, nie dało się najeść. Mój pradziadek Ludwik przed wyjazdem ważył blisko 90 kilogramów. Niestety, podczas pobytu na zesłaniu, jego waga znacznie zmalała, ważył około 40-30 kilogramów. Wiem, że nie każdy, kto wyjechał, miał takie szczęście, że mógł wrócić do domu. Na szczęście mojemu pradziadkowi to się udało i w listopadzie lub październiku 1947 roku wrócił do kraju. Mogę sobie tylko wyobrażać, jaką radość musieli czuć bliscy, gdy ujrzeli pradziadka Ludwika.
Nigdy nie chciałabym przeżyć takiej historii. Jestem przekonana, że praca tam była strasznie ciężka, trudna fizycznie jak i psychicznie. Czy wyobrażacie sobie codziennie pracować po kilkanaście godzin dziennie, będąc głodnym i wycieńczonym, wiedząc, że nie możecie nic zrobić, bo zaraz ktoś może was zastrzelić ? Ja, nie!
Mam nadzieję, że nigdy nie wrócimy do czasów, gdy będziemy płakać za bliskim, bo zostaną zabrani do niewoli, bądź zastrzeleni na naszych oczach. Uważam, że jako młodzi ludzie, mając teraz tę świadomość, powinniśmy wykorzystywać nasze możliwości i starać dowiedzieć się jak najwięcej o naszych przodkach i o okrutnej historii naszego narodu, która była udziałem naszych bliskich. Mam wielką nadzieję, że już nigdy nie będziemy mieć do czynienia z takimi traumatycznymi przeżyciami jak terror, niewola czy zsyłki na Sybir do obozów pracy. Uważam, że powinniśmy chcieć jak najwięcej poznawać takich historii o naszych przodkach. Jestem przekonana, że jest ich dużo więcej, a część z nich może nawet nigdy nie ujrzy światła dziennego, nikt ich nie usłyszy.
Podsumowując moja pracę, chcę jeszcze raz przypomnieć, by każdy starał się znaleźć historię swoich przodków wartą ocalenia od zapomnienia i starać się ją przekazywać następnym pokoleniom. Właśnie w taki sposób ja poznałam historię mojego pradziadka Ludwika. Jestem ogromnie wdzięczna mojemu dziadkowi Stanisławowi, który od najmłodszych lat starał mi się przekazać tę wiedzę, choć wiem, że temat niewoli i zsyłek do Rosji jest dla niego ciężki. Samej niełatwo było mi dowiedzieć się pewnych rzeczy od dziadka. Mam nadzieję, że ta praca poruszy nas wszystkich i choć trochę i zmusi do refleksji.
