U zbiegu dróg – historia Drohiczyna

Z mroków średniowiecza

Pierwsze wzmianki o mieście Drohiczyn na Podlasiu pochodzą z XI wieku i występują w kronikach ruskich z roku 1061. Sama historia powstania tego miasta jest mocno niejednoznaczna. Niewystarczająca ilość źródeł, niepewne przekazy, sprzeczne informacje – to wszystko sprawia, że niezwykle trudno jest ustalić jedyny słuszny bieg zdarzeń. Nawet naukowcy i badacze nie są zgodni co do niektórych kwestii widniejących w historii Drohiczyna. Dodatkowo zalesione tereny Podlasia od zawsze wzbudzały w ludziach fascynację, którą można zestawić z tajemnicą, która otacza szkockie Wyżyny lub wzgórza Irlandii, a to sprawia, że więcej można znaleźć legend niż faktów. No i wreszcie: nie pomaga fakt, że Drohiczyn był ziemią niezwykle ruchomą – przez lata przechodził z rąk do rąk, a władza i zwierzchnictwo zmieniały się jak w kalejdoskopie. 

Uwzględniając wszystkie te aspekty ciężko jest w obiektywny i faktograficzny sposób przedstawić historię Drohiczyna w tak krótkiej formie, jaką jest artykuł. Z tego powodu podzielony zostanie na dwie części: część legendarną i część faktyczną. W pierwszej części zostaną przedstawione legendy, plotki, podania, które funkcjonują w lokalnym folklorze, natomiast w drugiej części znajdą się wyłącznie zbadane i potwierdzone fakty. Można byłoby oczywiście zrezygnować z ujęcia bajkowego, legendarnego na rzecz suchych historycznych faktów, autorka uważa jednak lokalne podania za dużo ciekawsze.

Stare baśni i historie 

Najwięcej legend i niezwykłych historii Drohiczyna wiąże się z Jaćwingami. Lud ten ze względu na swoją niezwykłą waleczność nazywany jest dziś Wikingami Suwalszczyzny. Jan Długosz zapisał w Kronice polskiej: 

„Mieszka zaś naród Jaćwingów w północnej stronie, graniczy z Mazowszem, Rusią i Litwą i ma język w dużej mierze podobny do języka Prusów i Litwinów i zrozumiały dla nich, a ludy dzikie, wojownicze i tak bardzo żądne sławy i pamięci, że dziesięciu spośród nich walczyło ze stu wrogami, zachęconych tą jedyną nadzieją i świadomością, że po śmierci i zagładzie ziomkowie będą ich sławić pieśniami o dzielnych czynach. To usposobienie przyprawiło ich o zgubę, ponieważ mała garstka łatwo ulegała liczebnej przewadze tak, że powoli niemal cały ich naród wyginął, ponieważ nikt z nich nie cofał się przed nierówną walką, ani nie starał się uciec po wdaniu się w walkę.”

Ta właśnie waleczność i odwaga sprawiły, że lud Jaćwingów znikł z powierzchni ziemi. Ich odważne wyprawy łupieżcze i mściwe kampanie wojenne sprawiły, że ich panowanie trwało zaledwie dwa wieki. Jednak mimo to, Jaćwingowie fascynują do dzisiaj, szczególnie ze względu na swoją tajemniczość.

Drohiczyn przez długi czas określał się nazwą stolicy Jaćwieży. Nawet dziś w mieście zachowały się pamiątki po tym przekonaniu na przykład w postaci Alei Jaćwieży – ulicy w pobliżu parku. Jedna wersja legendy mówi, że Jaćwingowie zmuszeni do porzucenia swojej stolicy w Drohiczynie chełmskim (dzisiejszym Dorohusku) dotarli na tereny niegościnnego Podlasia: bagienne, pełne wzgórz, w pobliżu rzeki i właśnie na nich postanowili się osiedlić. Kazali niewolnikom usypać wysoki kopiec (dzisiejsza Góra Zamkowa), pod którym ukryli wszystkie swoje bogactwa: złoto, kosztowności (ta część legendy z czasem obrosła w ciąg dalszy: tunel rozciągnięty od podziemnego skarbca aż do klasztoru franciszkanów). Nowemu grodowi, z tęsknoty za utraconym domem, Jaćwingowie nadali nazwę Drohiczyn. Druga wersja pomija wątek Drohiczyna chełmskiego, czyniąc z Drohiczyna nad Bugiem jedyną słuszną stolicę Jaćwieży, za którą walczyli i umierali.

Na dowód tej historii w okolicach miasta ma leżeć ogromny kamień, który w czasach Jaćwingów służył im za ołtarz ofiarny. Lud ten był ludem pogańskim wyznającym religię podobną do wiary Litwinów czy Prusaków. Krążyły także pogłoski o innych pamiątkach po Wikingach Suwalszczyzny na terenach dzisiejszej gminy Drohiczyn, ciężko jest jednak ustalić o jakich pamiątkach jest mowa. Najbardziej prawdopodobną wydaje się sama Góra Zamkowa.

W okolicach Brańska można odnaleźć miejsce zwane Kumakiem. To tam miała rozegrać się bitwa Bolesława Wstydliwego z Jaćwingami. Podczas tego starcia życie zakończył Kumat – nieustraszony wódz wojowniczego plemienia. Tam też, według niektórych, miał spocząć – w usypanych pod Brańskiem kurhanach. Inni natomiast przekonują, że o ile sama bitwa pod Brańskiem miała miejsce naprawdę, tak bohaterski Kumat zginął wiele kilometrów dalej – zmarł, kiedy jego armia była w odwrocie, a pochowany został (oczywiście w złotej trumnie) w Drohiczynie, w tajemniczym tunelu łączącym miasto z nie tak odległym Mielnikiem. Istnieje również alternatywna wersja tej historii, w której Kumat miał spocząć w ukrytym skarbcu pod Górą Zamkową, razem z kosztownościami.

Jest jeszcze jedna legenda z Górą Zamkową w roli głównej. Podobno raz na sto lat zbocze góry rozstępuje się, a z jej trzewi wypływają łodzie pełne tajemniczych rycerzy. Zaczynają oni krążyć po Bugu: jedni płyną w dół, inni w górę rzeki. Nikt nie wie czemu wypływają ani czego szukają. Według tej historii podczas takiej wyprawy jeden z rycerzy zobaczył na brzegu rzeki przepiękną dziewczynę i tak się nią zauroczył, że zeskoczył z łodzi i popłynął wpław w jej kierunku. Zanim jednak udało mu się dotrzeć na miejsce, kobieta rozpłynęła się w powietrzu, a on sam nie zdążył wrócić do wnętrza góry. Od tamtej pory ma tułać się po łąkach, polach i plażach w oczekiwaniu na szansę powrotu.

Legendy o tajemniczych komnatach we wnętrzu Góry Zamkowej były tak żywe, że jeszcze na przełomie XIX i XX wieku jeden z historyków wizytujących Drohiczyn, Zygmunt Gloger (co ciekawe piewca teorii o tym, że Górę usypali jeńcy wojenni, a w jej wnętrzu ukryli skarby), ręczył, że widział na własne oczy przejście do lochów. Według jego relacji ziemia osunęła się ukazując wejście i podziemny korytarz. Mężczyzna tak opisuje ten incydent:

„W połowie jej wysokości od strony rzeki dostrzegliśmy duży otwór. Po spadzistej, a po deszczu nader trudnej do wyjścia pochyłości, dostaliśmy się do tego otworu, który wprowadził nas do ciekawej pieczary, wykutej w opoce. Pieczarę stanowił prosty, wąski na trzy kroki korytarz, długi na kroków kilkanaście. W obu jego bokach znajdowały się po dwie przeciwległe sobie nisze, czyli wgłębienia, co nadawało lochowi podobieństwo do wnętrza miniaturowego kościółka, z czterema kapliczkami (…).”

Mężczyzna twierdził, że korytarz prowadzi aż na drugi brzeg rzeki. Podziemne tunele i przejścia na drugą stronę Bugu to temat dość nośny zarówno w folklorze jak i we współczesnych miejskich legendach. W klasztorze pofranciszkańskim miały znajdować się żelazne wrota prowadzące do skarbu Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda w jednej wersji i do zamku w drugiej. Podziemne tunele miały wieść ze szkoły stulatki do miasta lub na drugi brzeg Bugu, a bunkier na drohiczyńskim cmentarzu miał być połączony z drugą stroną rzeki korytarzami pełnymi rosyjskich kości. Ta ostatnia legenda jest oczywiście wiecznie żywa: funkcjonuje wśród lokalnej młodzieży, gdzie co chwila ktoś próbuje odkryć tunele albo daje sobie uciąć rękę, że przeszedł nimi daleko za most, potykając się po drodze o czaszki. W rzeczywistości jednak (jeśli naprawdę istnieją), podziemne korytarze są przez większość część roku pod wodą. Można się o tym przekonać zaglądając do cmentarnego bunkra – w wąskim oknie wiodącym w dół widać taflę wody. 

Jest jeszcze inna teoria o początkach miasta, według niektórych bardziej prawdopodobna. Przypisuje ona założenie Drohiczyna Jarosławowi I Mądremu – Wielkiemu Księciu Kijowskiemu z dynastii Rurykowiczów (herb tej dynastii odnaleziono na wielu słynnych plombach drohickich – patrz artykuł). Po zwycięstwie z Jaćwingami (Jarosław bardzo bitnym władcą był) miał ustanowić Drohiczyn strażnicą podbitych terenów. 

Takie są fakty

Osoby, które nie lubią szarej rzeczywistości, a wolą pełne skarbów i tajemnych przejść legendy powinny właśnie w tym miejscu wyłączyć okno przeglądarki, w którym czytają ten artykuł. Razem z faktami przyjdzie także ogromne zamieszanie historyczne oraz niepewność, więc to też nie będą treści dla tych, którzy lubią proste historie. Poszukiwaczy prawdy zapraszam do krainy faktów historycznych. 

Zacznijmy od Jaćwingów. Lud ten, według niektórych, miał być spokrewniony z Litwinami i Prusami. Inni natomiast twierdzili, że z tymi plemionami łączy ich jedynie szerokorozumiane pogaństwo – wyznawali podobne bóstwa, mieli podobne obrzędy. Wszystko inne, włącznie z językiem, się różniło. Jaćwingowie posługiwali się własną odmianą mowy, nieprzypominającą żadnej, która istniała – językiem jaćwieskim. Nikogo zapewne nie zaskoczy fakt, że nie uchowały się żadne po nim ślady.

Stało się tak, ponieważ byli oni ludem niepiśmiennym i z tego też powodu nie zachowało się wiele przekazów na temat ich wierzeń, kultury i stylu życia. Wiedzę o nich, podobnie jak o Celtach (patrz artykuł) możemy czerpać jedynie od ludów, które z plemieniem miały do czynienia. W przeciwieństwie jednak do wyżej wspomnianych, wrogowie Jaćwingów wypowiadali się o nich z szacunkiem i podziwem, zachwalając ich waleczność, zbrojność i szlachetność. Jaćwingowie przejawiali honorowy zwyczaj popełniania zbiorowego samobójstwa, śmierć była im bowiem milsza niż niewola. W tym precedensie uczestniczyły także kobiety i dzieci. Ci, którzy pozostali przy życiu ukrywali się lub zasymilowali ze swoimi dotychczasowymi wrogami.

Głównym terenem ich osadnictwa była Suwalszczyzna, a najważniejszym ośrodkiem ich działalności Szurpiły. Poza tym grodem, Jaćwingowie wnosili swoje zamki na wzgórzach wśród drzew, w pobliżach rzek lub innych zbiorników wodnych otoczonych bagnami, w miejscach, które dawały naturalną ochronę przed wrogiem. 

Opis takiego obwarowania brzmi łudząco podobnie do drohiczyńskiej Góry Zamkowej (pozostałość po ich głównej siedzibie w Szurpiłach nosi dokładnie tę samą nazwę). Być może z tego właśnie powodu powstała teoria na temat obecności i działalności Jaćwingów w Drohiczynie. Problemem w poznawaniu kultury tego plemienia i jego tras migracyjnych jest niewystarczająca ilość źródeł. Aleksander Kamiński w pracy Jaćwież, terytorium, ludność, stosunki gospodarcze i społeczne, a także inni, na przykład Adam Naruszewicz, starali się dowieść, że Jaćwingowie rozszerzyli swe tereny aż do samej Rusi, zagarniając tereny dzisiejszego Podlasia aż do Drohiczyna. Naruszewicz dodatkowo twierdził, że jest to lud pochodzący od Sarmatów, jednak nie miał na myśli polskiej szlachty, a koczownicze ludy irańskie blisko spokrewnione ze Scytami. 

Niestety teorie o obecności Jaćwingów w Drohiczynie nie są poparte dowodami. Ślady ich obecności znaleziono na terenach pomiędzy Narwią, Niemnem i Wielkimi Jeziorami Mazurskimi. Najbliższym więc Drohiczynowi miejscem z terenu dawnej Jaćwieży jest Białystok, a ten leży wiele kilometrów od Drohiczyna. Sama nazwa miasta miałaby więc więcej wspólnego z kulturą Rusi (do której swego czasu przynależały te tereny) niż z utraconą stolicą Jaćwieży. Ponieważ nie ma dowodów na zamieszkanie Jaćwingów na tych terenach należy odrzucić także teorie o zbudowanym przez nich zamku i odważnych wojownikach, dla których miejsce to było stolicą, której bronili własną krwią.

Skąd więc Aleja Jaćwieży, Wzgórze Jaćwingów i przyklejone do Drohiczyna określenie stolicy Jaćwieży? Najprawdopodobniej jest to efekt powtarzanych wielokrotnie legend i podań, które urosły do rangi faktów, a także kilku badań naukowych, które z racji niewystarczających dowodów nieświadomie przyczyniły się do wzrostu mitu o drohickich Jaćwingach. 

A kamień ofiarny i pamiątki po plemieniu? Jedyny ołtarz ofiarny, który mógł należeć do Jaćwingów znajduje się w Starych Juchach, ponad 200 kilometrów od Drohiczyna. Ołtarza, o którym pisał Feliks Zygmunt Weremiej oraz wspomnianych przez niego pozostałości po epoce Jaćwieży w okolicach miasta nie da się odnaleźć. 

Co zaś się tyczy legendarnego Kumata: nikt nie wie, gdzie spoczął. Z racji na brak źródeł należy się cieszyć, jeśli istniał naprawdę, niemniej miejsce jego wiecznego spoczynku jest nieodkryte. Jedni będą przekonywać, że złota trumna wodza spoczęła pod drohicką Górą Zamkową lub w tunelu do Mielnika, inni, że jego towarzysze usypali mu kurhan pod Brańskiem i z tego powodu mamy tam Kumatowe Uroczysko, a jeszcze inni będą nieśmiało szeptać o wsi Kandyty. Faktem jest, że są w Polsce zbadane cmentarzyska Jaćwingów: w Szwajcarii oraz (tu też nie bez wątpliwości) w Jatwieży Małej. Z tym ostatnim również związana jest ciekawa historia. W Jatwieży Małej cmentarzem Jaćwingów nazywany jest teren pełen dużych, ciężkich głazów. Na części z nich ludzie dopatrują się run i znaków, lecz pozostaje to niezbadane. Po wojnie mieszkańcy wsi zaczęli zabierać stamtąd kamienie i wykorzystywać je do budowy nowych budynków. Bardzo szybko u ludzi, którzy zabrali głazy zaczęło dochodzić do niewyjaśnionych zjawisk. Potocznie mówiąc: straszyło. Spanikowani mieszkańcy odwieźli je na miejsce i rzucili gdzie popadnie, co miało utrudnić naukowcom zbadanie tego miejsca. Historia ta jest jednak niesprawdzona i należy brać na to poprawkę. 

Jeśli chodzi o ukryte przejścia, tajne tunele, podziemne skarbce i całą resztę: nikomu do tej pory nie udało się udowodnić ich istnienia lub nieistnienia. Na tym pozwolę sobie zakończyć ten wątek.

Opowieść o Jarosławie I Mądrym ma swoich zwolenników, z racji faktów historycznych wielu wydaje się też bardziej prawdopodobna. Niemożliwym jest jednak potwierdzenie jej w stu procentach.

Co wiemy na pewno?

Są jednak wydarzenia ze średniowiecza, którym nie sposób zaprzeczyć. W 1142 roku Wielki Książę Kijowski Wsiewołod Olegowicz przekazał Drohiczyn, wraz z między innymi Brześciem, swemu młodszemu bratu – Igorowi. Wkrótce jednak, według niektórych źródeł, Igor musiał nadepnąć na wsiewołodzki odcisk, ponieważ spadek ten zostaje mu odebrany. Nie do końca jednak wiadomo, co się między nimi wydarzyło, gdyż Igor został oficjalnym następcą Wsiewołoda.

Kroniki polskiej Wincentego Kadłubka można natomiast uzyskać informację, że w 1193 roku Drohiczyn pozostawał pod rządami Poleviusa, który znany był ze swojej porywczości i częstych napadów rabunkowych na polskie ziemie. Za te wyskoki miał go dopaść Kazimierz Sprawiedliwy i w Drohiczynie zmusić do kapitulacji. Przez to wydarzenie Drohiczyn pozostawał przez pewien czas w polskich rękach.

Nie na długo jednak, gdyż w ciągu najbliższych wieków będzie przechodził w dłonie ruskie, tatarskie, litewskie, a następnie w rosyjskie czy niemieckie. Kolejny artykuł z serii U zbiegu dróg wyjawi kolejne historyczne zawiłości malowniczej miejscowości na Podlasiu. 

Żródła:

Jan Długosz, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, przeł. Julia Mruwkówna, oprac. Danuta Turkowska i Maria Kowalczyk, PWN, Warszawa 1974;
Piotra z Dusburga Kroniki Ziemi Pruskiej w tłumaczeniu Sławomira Wyszomirskiego, Toruń 2004;

Feliks Zygmunt Weremiej Stolica Jaćwieży Monografia Miasta Drohiczyna Nad Bugiem W Zarysie Historycznym, 1938.

„Tygodnik Ilustrowany” № 112 z 19 lutego 1870 roku – artykuł L.Z..cz. pt: Drohiczyn.

Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich Wydany Pod Redakcją Filipa Sulimierskiego wyd w 1880 r.

Jerzy Wiśniewski, W sprawie badań nad pograniczem Jaćwieży…, [w] „Wiadomości Archeologiczne” 1956, t. 23, z. 2, s. 131-168.

Andrzej Jurkun Jaćwingowie – przejawy zainteresowania kulturą i poszukiwania korzeni etnicznych na Suwalszczyźnie, [w:] „Koło Historii”, nr. 22, Lublin 2018.

Możesz również polubić