Tragedia świąt wojennych

Święta Bożego Narodzenia są niezwykle ważne w polskiej kulturze — jest to niezwykła okazja do spotkania z rodziną, najedzenia się do syta kutią i sernikiem, a także do zaśpiewania kolęd z najbliższymi. Atmosfera wigilii to coś niepowtarzalnego, jedynego w swoim rodzaju. Jednak w ferworze gotowania i mycia okien, mimo jednego miejsca dla niespodziewanego gościa, często nie myślimy o tych, którzy wigilię przeżywali inaczej — nie tak rodzinnie, spokojnie czy zdrowo. Poniższy artykuł opowie trochę o wojennych świętach — świętach więźniów Auschwitz, osób zesłanych w głąb Rosji czy emigrantów. 

Wigilijny koszmar Auschwitz

Obóz koncentracyjny Auschwitz widział przez cały okres swojego istnienia aż pięć świąt Bożego Narodzenia. W codziennym koszmarze, jaki przeżywali więźniowie niemożność spędzenia wigilii w gronie najbliższych bolała szczególnie. Próbowali oni często uczynić ten dzień nieco znośniejszym, organizując zakazane obchody świąt, co spotykało się z wyjątkowym okrucieństwem i sadyzmem Niemców. 

Pierwszą wigilię obozu Auschwitz w 1940 roku, okupanci postanowili świętować ustawiając na placu apelowym dużą choinkę, na której zawiesili elektryczne lampki. Najbardziej szokowało jednak to, co znalazło się pod nią. Pod drzewem Niemcy ułożyli zwłoki tych więźniów, którzy zmarli w czasie pracy lub zamarzli na apelu. Jeden z hitlerowców nazwał ciała współwięźniów prezentem dla tych pozostających przy życiu. Dodatkowo zabronił śpiewania polskich kolęd — miało to dodatkowo upodlić więźniów i złamać w nich ducha. 

Kolejna wigilia obozowa wyglądała podobnie. Zbiegła się z czasem z budową podobozu Auschwitz — Auschwitz II Birkenau. Niemcy zabili wówczas około 300 osób — radzieckich jeńców wojennych, którzy z wyczerpania nie byli w stanie utrzymać się na nogach. Tego samego roku zamarły w obozie jeszcze 42 osoby, które razem ze wszystkimi więźniami zmuszone zostały do wysłuchania na placu apelowym radiowego przekazu z orędzia papieża Piusa XII. 

W tamtym okresie więźniowie próbowali dodać sobie nawzajem wiary i na miarę możliwości uczcić Boże Narodzenie: w bloku 10 zaśpiewano Bóg się rodzi, a następnie Mazurek Dąbrowskiego, co wywołało morze wzruszeń i łez. W bloku 25 stanęła natomiast nieduża choinka ozdobiona przez rotmistrza Pileckiego Białym Orłem wyciętym z brukwi. 

W święta 1942 roku Niemcy postanowili powtórzyć tradycję zapoczątkowaną dwa lata wcześniej: pod choinką w obozie kobiecym nakazali położyć zwłoki mężczyzn zastrzelonych tego dnia. Była to kara za nazbieranie w poły marynarki zbyt małej ilości zmarzniętej ziemi, którą mieli w ten sposób przenieść. Mimo to w tym roku więźniowie dużo odważniej świętowali Boże Narodzenie: potajemnie palono świeczki, śpiewano kolędy, a w jednym z bloków odbyła się nawet msza święta, w której chleb zastąpił hostię. 

Wigilie w 1943 i 1944 roku były już dla więźniów mniej okrutne. Część z nich dostała od rodzin paczki z opłatkiem, a w wielu blokach wyprawiano wigilijne kolacje. Ostatni rok przed wyzwoleniem przyniósł już niemal prawdziwe święta: odprawiono pasterkę, a dla dzieci, które przebywały w obozowym szpitalu uszyto około 200 zabawek, które w święta rozdała im więźniarka w stroju Mikołaja. 

Koszmar Auschwitz zakończył się 27 stycznia 1945 roku, lecz nie dla wszystkich było to szczęśliwe zakończenie. Tysiące osób do tego czasu straciły życia, a ci którzy ocaleli mieli do końca swoich dni mierzyć się z traumą. 

Święta w cieniu Syberii

Polacy wiele wycierpieli ze strony Rosjan na przestrzeni wieków. Jedną z najbardziej dotkliwych tragedii był los, który spotkał setki tysięcy Polaków — zsyłka. Zesłanym na Sybir można było zostać za wszystko — od wyimaginowanych przestępstw, przez przesiedlenia aż do czystego przypadku. W głębi Rosji czekało na nich ogromne cierpienie, ciężka praca, głód oraz często śmierć. Jak jednak wyglądały święta Bożego Narodzenia?

W łagrach w święta nie można było liczyć na 12 tradycyjnych potraw, a w zasadzie na żadne jedzenie. W 1944 roku żołnierze, którzy trafili do łagrów musieli podzielić się zaoszczędzonymi wcześniej skórkami chleba, które imitowały opłatek. Okoliczności i bieda sprawiły jednak, że wielu więźniów zachorowało na depresję, która dotknęła ich do tego stopnia, że nawet mimo zgody na śpiewanie kolęd, większość nie miała na to siły.

Jedna z łączniczek AK — Danuta Kominiak — aresztowana i wywieziona na Syberię, opowiadając o swoich pierwszych świętach na zesłaniu, wspominała ozdobioną sznurkami i watą choinkę, którą przyniosły z lasu współwięźniarki z Litwy. Na choince zawisł jeden jedyny krasnoludek — opatrzony numerem paragrafu, przez który kobiety trafiły do łagru. Przy okazji tych samych świąt kobiety przygotowały z zaoszczędzonych zapasów małe kanapeczki — tak wyglądała ich wieczerza. Świąteczny nastrój, tęsknota za domem i wyjątkowość chwili sprawiły, że uwięzione przestały uważać na otoczenie i wkrótce do ich baraku wpadli strażnicy, którzy usłyszeli śpiewane przez nie kolędy. Wybawieniem okazały się rosyjskie kryminalistki, które oczarowane śpiewem nakazały Polkom śpiewać dalej — dla strażników były one nietykalne.

Kobieta doświadczyła jeszcze jednego świątecznego cudu. W wigilię 1946 roku miała razem z innymi osadzonymi odśnieżyć ponad osiemnaści kilometrów drogi. Do wieczora udało się im zrobić zaledwie połowę zadania. Zlitował się nad nimi niemiecki strażnik, którego kobiety nagrodziły śpiewając mu po niemiecku Cichą noc. Mężczyzna nie potrafił opanować łez wzruszenia.  

Takie piękne historie niewątpliwie zdarzały się w łagrach, lecz nie były normą. Boże Narodzenie w większości prawosławnej Rosji było świętowane później, wobec czego koniec grudnia był w obozach zwykłym czasem roboczym. Głód, ciężka praca i brak nadziei na zakończenie koszmaru sprawiały, że ludzie nie mieli siły ani na kolędy ani na życzenia. Dramatyczna sytuacja dodatkowo potęgowała ich tęsknotę za domem, smutek i poczucie beznadziei. Nie wszystkim udało się przetrwać ten koszmar i znów zobaczyć swoich bliskich. Warto pamiętać właśnie o tych setkach istnień podczas Bożego Narodzenia. 

Sianko pod obrusem i wojna za rogiem

Boże Narodzenie w okupowanej Warszawie nie było radosnym ani wyczekanym wydarzeniem. Ludność miasta spotykały bez przerwy reperkusje ze strony okupantów, Polacy ginęli na ulicach, a setki osób trafiało do więzień i obozów. Wiele rodzin straciło swoich bliskich w trakcie obrony miasta lub późniejszych wydarzeń, a mężowie, ojcowie i bracia, którzy służyli w wojsku przebywali albo w obozach jenieckich albo w nieoznakowanych grobach. 

Trudno było więc o magię świąt lub nawet o zwyczajny ludzki optymizm. W warszawiakach tkwiła jednak potrzeba uczczenia wyjątkowości tego dnia oraz podtrzymania tak wielu polskich tradycji, jak to było możliwe — chociażby na pohybel hitlerowcom. 

Trudno było o żywność, w szczególności tą potrzebną do świątecznych dań, dlatego też wiele osób pozyskiwało niezbędne produkty na czarnym rynku lub zastępowało tradycyjne potrawy nowymi, dostępnymi. Królowały wówczas ziemniaki — zarówno w formie placków jak i gotowane z cebulą. Pierniki czy cukierki pojawiały się na stołach, choć dużo łatwiej było o ciasto z marchwi. Opłatki rodziny piekły same lub pozyskiwały go we współpracy z księżmi z okolicznych świątyń. W ostateczności dzielono się chlebem. 

Wieczerze wigilijne ograniczała godzina policyjna, jednocześnie kompletnie uniemożliwiając odprawienie i uczestnictwo w pasterce. Tradycyjną mszę świętą odprawiano więc 25 grudnia o szóstej rano. Dodatkowo świąteczne choinki, mimo że dozwolone, nie mogły być zanadto oświetlone — miało to związek z niemieckim nakazem zaciemnienia. Wobec tego zamiast światełek ozdabiano choinki wyrobami własnej roboty — najczęściej z papieru. 

To, co minęło

Dziś możemy przeżywać Boże Narodzenie w taki sposób, jaki sami sobie wybierzemy — w towarzystwie lub samotnie, religijnie lub nie, hucznie lub skromnie. Nie zapominajmy jednak w tym dniu o tych wszystkich, którzy kilkadziesiąt lat temu cierpieli okrucieństwa wojny. Niech każdy stawiając w tym roku talerz dla niespodziewanego gościa poświęci myśl wszystkim tym, którym nigdy nie udało się dotrzeć na wieczerze wigilijną do domu. 

Możesz również polubić