Pani Basia Kuchta jest wieloletnią członkinią KSM, uczestniczką wielu rajdów z SKP oraz wolontariuszką poprzednich edycji Polaka z Sercem. Zachęcamy do przeczytania naszej rozmowy.
1.Jak długo działa Pani w KSM?
W Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Diecezji Drohiczyńskiej działam od 2018 roku. O KSM dowiedziałam się przypadkiem, kiedy przygotowywałam się do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Wystarczyło jedno spotkanie, a zauroczyłam się tą wspólnotą. Początki w KSM były dla mnie najpiękniejsze, pełne wiedzy i inspiracji. Jeździłam na każde możliwe szkolenia, kursy lidera, rekolekcje, poznawałam wielu ludzi, którzy już wtedy byli aktywni w KSM. Ich radość, miłość do Boga i motywacja dawały mi energię do dalszego działania w tej wspólnocie. Minęło już 7 lat, a w tym czasie wiele się zmieniło. Obecnie jestem w zarządzie KSM Diecezji Drohiczyńskiej, byłam w Prezydium Krajowej Rady KSM, a także koordynowałam 7 edycję ogólnopolskiej Akcji Polak z Sercem. Podczas gdy kiedyś uczestniczyłam w rekolekcjach, szkoleniach czy warsztatach organizowanych przez KSM, teraz odpowiadam za ich organizację. Na przestrzeni działalności w Stowarzyszeniu zostałam wychowawcą i kierownikiem kolonijnym. Czas mojej posługi w tej wspólnocie, to czas wzrostu mojej relacji z Bogiem, która stała się głębsza i piękniejsza. KSM zmienił moje życie i bardzo się z tego cieszę. Pokazał mi wiele pięknych miejsc i ludzi, którzy podejmują cele i je realizują. KSM to wspólnota, którą każdy jej członek traktuje jak drugą rodzinę i dla mnie też taki właśnie jest.
2.Jak wygląda działalność w organizacji?
Głównym celem KSM jest kształtowanie młodych chrześcijan i aktywny udział w życiu Kościoła poprzez szerzenie katolickich wartości w życiu osobistym, społecznym i kulturalnym. KSM DD łączy różnorodne inicjatywy: od spotkań lokalnych, przez rekolekcje i wydarzenia diecezjalne, aż po projekty i kursy. Ja staram się uczestniczyć we wszystkich inicjatywach organizowanych przez KSM. Mamy comiesięczne spotkania młodych, podczas których omawiamy akcje i inicjatywy naszej diecezji, dzielimy się doświadczeniami, integrujemy się, a przede wszystkim spędzamy razem czas. Co roku organizujemy rekolekcje wielkopostne i adwentowe, które są dla mnie okresem odnowy duchowej i pogłębienia relacji z Bogiem, ale też okazją do spotkania młodzieży nie tylko z KSM, ale także z innych wspólnot. Organizujemy Turniej w Piłkę Siatkową i Festiwal Pieśni Religijnej i Patriotycznej „Śpiewajmy Panu”. Ponadto dla dzieci z terenów wiejskich organizujemy letni i zimowy wypoczynek oraz bierzemy udział w kursach i szkoleniach. Staramy się wychodzić do dzieci i młodzieży z jak największą liczbą inicjatyw. Zaangażowanie w KSM zależy od roli, jaką dana osoba pełni, ale niemal każda z nich wymaga systematyczności, odpowiedzialności i gotowości do działania. Staramy się żyć zgodnie z 10 Zasadami KSM-owicza, które uczą nas pracowitości, odwagi, służby i troski o innych. Regularne spotkania, przygotowania do wydarzeń, pomoc w parafii czy wyjazdy formacyjne wymagają czasu, ale jednocześnie wiele dają: pozwalają się rozwijać, budować relacje i wychodzić z inicjatywami do młodzieży. KSM wymaga zaangażowania, ale jest to zaangażowanie dające satysfakcję, uczące odpowiedzialności i przynoszące realne owoce zarówno duchowe, jak i osobiste.
3.Czym jest 10 zasad KSM-owicza? Czy podążanie za którąś było dla Pani szczególnym wyzwaniem?
Dziesięć zasad KSM-owicza to drogowskazy, które pomagają młodemu człowiekowi kształtować charakter, wiarę i odpowiedzialność za drugiego człowieka. Spośród nich dla mnie największym wyzwaniem zawsze była zasada mówiąca o kształtowaniu siebie, stałej pracy nad sobą oraz dawaniu świadectwa swoim życiem.
To nie jest zasada, którą da się „odhaczyć”. Ona wymaga codziennego wysiłku, konsekwencji i odwagi, szczególnie w momentach trudnych, gdy jest się zmęczonym albo niezrozumianym. Według mnie to właśnie ta zasada najbardziej uczy pokory i odpowiedzialności, bo pokazuje, że bycie KSM-owiczem to nie tylko działanie w Stowarzyszeniu, ale przede wszystkim sposób życia i postępowania na co dzień.
4. Czy członkostwo w KSM ma jakiś limit wieku?
Tak, w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży oficjalnie działają młodzi ludzie od 14 do 30 roku życia. Po przekroczeniu tej granicy nie „wypada się” ze Stowarzyszenia, ale automatycznie staje się seniorem KSM-u, czyli wspierającym organizację członkiem, który często pozostaje blisko wspólnoty, służy radą i doświadczeniem, ale nieco inaczej niż członek aktywny.
5. Co Pani może powiedzieć o ludziach poznanych w organizacji?
Ludzie we wspólnocie są pełni pasji, wiary, a przede wszystkim zapału do pracy i chęci pomocy innym. To młode osoby w wieku od 14 do 30 lat, które mają swoje codzienne obowiązki: chodzą do szkoły, studiują, pracują, a mimo to znajdują czas na KSM-owe szkolenia, rekolekcje i akcje. KSM to nie tylko wspólnota działania, ale też miejsce, w którym można zbudować trwałe relacje. Wiele osób podkreśla, że właśnie tutaj znalazło swoich najbliższych przyjaciół. Dzielimy wspólne wartości, cele i przeżycia, dlatego naturalnie zbliżamy się do siebie. Zdarza się, że KSM staje się przestrzenią, w której młodzi ludzie odnajdują swoją przyszłą „drugą połówkę”. W KSM-ie jest już wiele małżeństw, które poznały się właśnie dzięki wspólnemu działaniu i formacji. Jak w każdej grupie, tak i tu pojawiają się konflikty. Trafiamy na różne charaktery, doświadczenia i sposoby myślenia. Czasem mamy inne spojrzenie na działalność Oddziału, projekt czy sposób realizacji zadania. Nie zawsze jest łatwo współpracować, bo każdy wnosi coś innego i nie zawsze od razu potrafimy dojść do porozumienia. Najważniejsze jest jednak to, że łączy nas wspólny cel. Dzięki temu uczymy się dialogu, cierpliwości i szacunku do drugiej osoby, co także jest częścią wartości przyświecających KSM-owiczom. Osobiście, poznałam wspaniałych ludzi, którzy stali się moimi przyjaciółmi i udowodnili mi, że wspólnota potrafi być miejscem bliskości, ale były też osoby, z którymi praca stanowiła nie lada wyzwanie. Jednak wspólny cel sprawiał, że „zakasywaliśmy rękawy” i robiliśmy to co trzeba. Zdarzyło się, że trafiłam do grupy młodych ludzi, w której na początku było świetnie, ale z czasem pojawiły się różnice i konflikty, które doprowadziły do przerwy w kontakcie. To doświadczenie nauczyło mnie, że w każdej wspólnocie mogą pojawić się trudności, ważne jest, by wyciągać z nich lekcje o sobie, innych i pracy w grupie.
6.Obecnie trwa akcja Polak z Sercem. Co może Pani opowiedzieć o tej inicjatywie?
Akcja Polak z Sercem to inicjatywa, która od lat łączy młodych ludzi w Polsce z naszymi rodakami mieszkającymi na Kresach Wschodnich: na Ukrainie, Białorusi i Litwie. Jej idea jest prosta, a jednocześnie niezwykle poruszająca. Chcemy pokazać Polakom żyjącym poza granicami kraju, że o nich pamiętamy i że są dla nas ważni. Dlatego KSM-owicze z całej Polski zbierają żywność, środki higieniczne, chemię gospodarczą, artykuły szkolne, słodycze i pieniądze, aby wesprzeć rodziny, osoby starsze, samotne oraz polskie środowiska szkolne i parafialne na Wschodzie. Celem akcji jest nie tylko dostarczenie potrzebnych rzeczy, ale przede wszystkim okazanie serca, wsparcia i solidarności. Polak z Sercem uczy wrażliwości, empatii i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Pokazuje też, że patriotyzm to nie tylko słowa, ale konkretne działania, szczególnie wobec rodaków, którzy z powodów historycznych znaleźli się poza granicami Polski. W 8. edycji akcji szczególnie skupiamy się na pomocy dzieciom — to one często najbardziej potrzebują wsparcia w codziennym funkcjonowaniu, nauce, a także poczuciu, że ktoś o nich myśli. Polak z Sercem to nie tylko zbiórka, ale przede wszystkim gest dobroci i pamięci, który buduje mosty między Polakami, niezależnie od miejsca zamieszkania.
7.A czym Polak z Sercem jest dla Pani osobiście?
Dla mnie Polak z Sercem to coś naprawdę wartościowego. Ta akcja zmieniła wiele w moim życiu, nauczyła mnie wrażliwości i empatii oraz wpłynęła na mój światopogląd. Dzięki niej zrozumiałam, jak ważne jest docenianie tego, co mamy na co dzień: zdrowia, rodziny, przyjaciół, pełnego stołu i codziennych drobnych radości. Polak z Sercem pokazał mi, że nawet mały gest może znaczyć bardzo wiele dla osób, którzy żyją w trudniejszych warunkach. Uczestniczenie w tej akcji jest piękne: być tam, przekazać dary, zobaczyć radość ludzi — to doświadczenie trudne do opisania słowami. Rzeczy, które mamy na co dzień, są dla nas zwyczajne, tymczasem dla tych ludzi to ogromne wsparcie. Jednak najcenniejsze jest to, że pokazujemy, iż ciągle o nich pamiętamy, że mogą z nami porozmawiać w ojczystym języku, pomodlić się, podzielić swoimi troskami i wspólnie spędzić parę chwil. Dzięki akcji Polak z Sercem poznałam wspaniałych ludzi, z którymi zawarłam cenne znajomości i przyjaźnie — mam nadzieję, pozostaną one na długo. Wolontariat nauczył mnie też cieszyć się każdym dniem i dziękować Bogu za to, co mam. Empatia, którą zdobyłam, jest w dzisiejszych czasach niezwykle ważna i wierzę, że to doświadczenie zmieniło mnie na zawsze.
8. Czy akcja Polak z Sercem przyciąga duże zainteresowanie?
Tak, zdecydowanie tak. Widać, że Polak z Sercem przyciąga coraz większe zainteresowanie zarówno wśród młodych ludzi, jak i darczyńców. Coraz więcej osób angażuje się w zbiórki darów, promocję inicjatywy czy wyjazdy pomocowe. To pokazuje, że idea nie jest ulotna, ale odpowiada na realne potrzeby i inspiruje do działania. Ludzie chcą widzieć konkretne efekty — akcja Polak z Sercem im na to pozwala.
9.Jeździła Pani do krajów objętych akcją, aby osobiście przekazać zebrane darowizny. Co Pani wspomina najlepiej?
Najbardziej w mojej pamięci odcisnął się pobyt u pani Anieli na Ukrainie. Pani Aniela ma prawie 90 lat i sama opiekuje się swoim niepełnosprawnym synem. Choć codzienne funkcjonowanie jest dla niej ogromnym wysiłkiem, widać w niej niesamowitą siłę, poświęcenie i miłość. Robi wszystko, aby jej syn czuł się bezpieczny i kochany. Kiedy odwiedziliśmy jej dom, ścisnęło mi serce na widok skromnej przestrzeni, w której było tyle troski i oddania. Aby nam podziękować, pani Aniela zaśpiewała po polsku „Boże Ojcze! Twoje dzieci”. Jej głos, pełen emocji i wzruszenia, sprawił, że na chwilę zniknęło wszystko dookoła. To była najpiękniejsza i najbardziej wzruszająca chwila podczas całej akcji.
Drugim niezapomnianym doświadczeniem była wizyta w Tadżykistanie, gdzie razem z panami ze Stowarzyszenia Kocham Polskę odwiedziliśmy dom samotnej matki. Dzieci najbardziej cieszyły się nie z podarunków, ale z naszej obecności: przytulały się do nas, pokazywały, jak tańczą, śmiały się i radowały tym, że ktoś o nich pamięta. Ich uśmiechy i iskierki w oczach pozostaną z nami na zawsze.
10.Czy kresowiacy bardzo różnią się od osób mieszkających w Polsce pod względem zachowania, wartości, tradycji?
Z jednej strony Kresowiacy wcale nie różnią się tak bardzo od Polaków mieszkających w kraju, wyznają te same wartości, pielęgnują podobne tradycje, święta i przywiązanie do wiary. W rozmowach i codziennych gestach czuć, że to są „nasi ludzie”.
Z drugiej strony różnica jest bardzo wyraźna w emocjonalnym stosunku do Polski. Kresowiacy często mówią o niej z ogromną tęsknotą, wzruszeniem, a nawet łzami w oczach. Polska nie jest dla nich czymś oczywistym: jest marzeniem, symbolem domu, który istnieje w sercu, choć fizycznie jest daleko.
To sprawia, że polskość na Kresach bywa przeżywana intensywniej niż w Polsce. Dla mnie było to bardzo poruszające doświadczenie, które uświadomiło mi, jak wielkim darem jest możliwość życia w wolnym kraju i jak łatwo my, mieszkając w Polsce, przyzwyczajamy się do tego, co powinniśmy szczególnie doceniać.
11.Co natomiast było najtrudniejsze, najbardziej obciążające?
Najtrudniejszym elementem akcji Polak z Sercem było dla mnie przekraczanie granic różnych państw. Często były to długie godziny oczekiwania, wieloetapowe kontrole dokumentów oraz bardzo szczegółowe kontrole bezpieczeństwa, które bywały wyczerpujące zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Często nie mieliśmy wpływu na tempo odprawy, a zmęczenie narastało z każdą kolejną godziną spędzoną na przejściach granicznych.
Drugim dużym wyzwaniem było jedzenie, szczególnie to, z którym spotkałam się podczas wyjazdu do Tadżykistanu. Inna kultura, odmienne nawyki żywieniowe oraz produkty, do których nie byliśmy przyzwyczajeni, sprawiły, że posiłki stanowiły większe wyzwanie niż trudne warunki noclegowe. Zdarzało się, że spaliśmy bardzo skromnie, nawet na podłodze, jednak nie stanowiło to dla mnie tak dużego problemu jak codzienne funkcjonowanie na zupełnie innej diecie.
Te doświadczenia nauczyły mnie pokory, otwartości i szacunku wobec odmiennych kultur. Choć bywało trudno, właśnie te momenty najbardziej uświadamiały mi, jak ważna jest obecność, pomoc i serce, z jakim wychodzi się do drugiego człowieka.
12. Podróżowała Pani w rajdach motocyklowych ze Stowarzyszeniem Kocham Polskę. Dużo było tych rajdów?
Miałam możliwość uczestniczyć w kilku rajdach razem ze Stowarzyszeniem Kocham Polskę i jestem bardzo za to wdzięczna. Mój pierwszy rajd to podróż na Monte Cassino, gdzie młodzież zaangażowana w akcję Polak z Sercem spotkała się z motocyklistami. Później wspólnie uczestniczyliśmy we Mszy świętej i wysłuchaliśmy historii tego miejsca.
Kolejnym rajdem była Huta Pieniacka — wioska, w której rozegrały tragiczne wydarzenia podczas II wojny światowej. Dziś jest to miejsce, w którym upamiętniono ofiary masakry ludności polskiej. Miałam okazję uczestniczyć w tym rajdzie dwukrotnie, co pozwoliło mi lepiej poznać historię tego miejsca i złożyć hołd pomordowanym.
Brałam również udział w rajdzie do Naddniestrza, którego celem było wsparcie przygotowania pochówku Polaków wymordowanych w latach 1936–1938 w więzieniu, a zarazem katowni NKWD w Tyraspolu, których ciała w ostatnim czasie ekshumowano. Była to także okazja do spotkania z Polakami żyjących tam od pokoleń.
W Azji Środkowej, w krajach takich jak Tadżykistan, Kirgistan, Kazachstan i Uzbekistan, w ramach II Rajdu im. Armii generała Andersa odwiedziliśmy groby zmarłych bohaterów, podążając śladami ich poświęcenia i historii polskich żołnierzy na obczyźnie. Trasa rajdu biegła szlakiem bojowym Armii Polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa przez tereny Azji Środkowej zaczynając od Kazachstanu, poprzez Kirgistan, aby zakończyć się w stolicy Uzbekistanu – Taszkencie.
Na Węgrzech, podczas Rajdu Przyjaźni im. Profesora Wacława Felczaka, odwiedziliśmy miejsca upamiętniające katastrofę smoleńską, pomnik Józefa Bema oraz męczenników Katynia, złożyliśmy wyrazy pamięci na grobie profesora Felczaka na Pękowym Brzysku i pod Pomnikiem Wojciecha Halczyna.
Każdy z tych rajdów był wartościową i bogatą lekcją historii, w której mogłam uczestniczyć, a fakt, że osobiście odwiedzałam te miejsca zaowocował tym, że zostanie to na zawsze w mojej pamięci.
13. Jak przyjęli Panią motocykliści i jak podobało się Pani ich towarzystwo?
Motocykliści ze Stowarzyszenia Kocham Polskę to jedni z najbardziej cudownych ludzi, jakich mogłam poznać. Mają ogromnie otwarte serca, nie tylko wobec siebie, ale też względem osób spoza Stowarzyszenia, a szczególnie względem młodzieży. Ich postawa jest jak promienie słońca — bije od nich ciepło, które zachęca, żeby iść ich drogą. To ludzie, którzy mają cel i potrafią pokonać każde napotkane trudności, aby zrealizować to, co sobie zaplanowali. Dają piękne świadectwo: uczą historii, pokazują, jak być patriotą i jak troszczyć się o innych. Być może z uwagi na dużą różnicę wieku, my młodzi ludzie z KSM-u, często mieliśmy wrażenie, że jesteśmy w gronie ojców, którzy dbają o swoje dzieci, troszczą się, ale też uczą i prowadzą.
14.Czy pozostała Pani w kontakcie z niektórymi osobami poznanymi podczas rajdów?
Tak mam kontakt z wieloma osobami, które poznałam podczas rajdów. Najczęściej komunikujemy się poprzez Instagrama czy WhatsAppa, składamy sobie życzenia z okazji świąt, urodzin. Bardzo mi zależy na tym, żeby te relacje pozostały i naprawdę je pielęgnuję, bo to nie są tylko znajomości z jednego wyjazdu, ale ludzie, którzy w jakiś sposób zostali w moim sercu i w myślach na dłużej.
15. Otrzymała Pani niedawno od kapituły Stowarzyszenia oficjalną kamizelkę, do tego jako pierwsza osoba z KSM. Trudno było uzyskać takie wyróżnienie?
To wyróżnienie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem i prawdziwym zaszczytem. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, czy było trudno uzyskać takie wyróżnienie. Jako KSM-owiczka brałam udział w kilku rajdach i wyjazdach. Podczas tych wyjazdów jako najstarsza z KSM-owiczów, byłam odpowiedzialna za młodzież.
Wydaje mi się, że właśnie ten czas — te wyjazdy i odpowiedzialność mogły udowodnić, że w jakimś stopniu zasłużyłam na tę kamizelkę. Naprawdę ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie wprost, ale wiem jedno: jestem za to wyróżnienie ogromnie wdzięczna. Dla mnie ta kamizelka jest nie tylko symbolem, ale też zobowiązaniem do dalszej pracy, zaangażowania i kultywowania wartości, które wspólnie reprezentujemy.
16.Czy mogłaby Pani wyjaśnić czytelnikom, jak rajdy motocyklowe wiążą się z akcją Polak z Sercem?
Rajdy motocyklowe organizowane przez Stowarzyszenie Kocham Polskę są ważnym elementem Akcji Polak z Sercem. Podczas takich wyjazdów młodzi ludzie mają okazję nie tylko pomagać rodakom żyjącym na Kresach w trudnych warunkach, ale też poznawać historię tych miejsc i spotykać potomków zesłańców czy osób, które zachowały polską tożsamość mimo wielu pokoleń życia poza Ojczyzną. Na przykład w Kazachstanie spotkaliśmy pana Kazimierza, potomka zesłańców z lat 30. XX wieku, który choć nigdy nie był w Polsce, pięknie mówi w naszym języku. Podczas rajdu w Tadżykistanie mieliśmy również okazję osobiście dostarczyć dary w ramach akcji Polak z Sercem, co pozwoliło mi zobaczyć, jak nasze wsparcie trafia do rodaków żyjących poza granicami Polski.
17.W trakcie tych wyjazdów z pewnością usłyszała Pani wiele historii. Która z nich zrobiła na Pani największe wrażenie i została z Panią na długo. Dlaczego?
Najbardziej poruszyła mnie historia Huty Pieniackiej — wioski wymordowanej 28 lutego 1944 roku przez ukraińskich policjantów z batalionu 4 Pułku Policji SS, wspieranych przez oddziały UPA i lokalnych nacjonalistów pod niemieckim dowództwem. Wysłuchaliśmy wspomnień ocalałych, które opowiedzieli nam ich synowie i wnuki. Panująca tam cisza do tej pory pozwala wyobrazić sobie ogrom tragedii i poczuć bezsilność wobec historii.
Równie bolesna była wizyta w Naddniestrzu, w tyraspolskim więzieniu-katowni NKWD, które funkcjonowało w latach 1936–1938. W tym okresie zamordowano tam wielu Polaków przez co miejsce to, nazywane jest dziś „małym Katyniem”. Współczesnemu człowiekowi niezwykle trudno jest wyobrazić sobie całe cierpienie, którym nasiąknęło to miejsce.
18.Czy przychodzą Pani do głowy jakieś różnice kulturowe, które były dla Pani niezwykłe lub szokujące?
W Naddniestrzu i na terenach Azji Środkowej standard życia był niższy niż w Polsce, a warunki infrastrukturalne często zaskakiwały. Lokalna kuchnia była dzika i egzotyczna, składała się z intensywnych przypraw, nieznanych produktów, czasem mięsa i potraw, których w Polsce się nie spotyka. Było to ciekawe doświadczenie i pozwalało poczuć autentyczny smak regionu, w którym przebywaliśmy. W Uzbekistanie, który jest w większości muzułmański, modlitwa odbywa się pięć razy dziennie w określonych godzinach. W wielu miejscach publicznych ludzie przerywali swoje zajęcia, aby udać się do meczetu lub modlić się, zwracając twarz w jego kierunku z miejsca, w którym się znajdowali. Ten rytm życia, podporządkowany praktykom religijnym, był dla mnie zupełnie nowy i niezwykle interesujący.
19.Czy jako katolicy spotkali się Państwo z gorszym traktowaniem w krajach innych wyznań czy raczej religia nie tworzyła podziałów podczas wyjazdów?
Z mojego doświadczenia religia bardzo rzadko była źródłem podziałów czy niechęci. Nie spotkałam się z wrogim traktowaniem ze względu na to, że jesteśmy katolikami, wręcz przeciwnie — w większości miejsc dominował wzajemny szacunek.
Najbardziej zauważalne różnice dotyczyły obyczajowości i zasad wynikających z lokalnej religii, szczególnie w krajach Azji Środkowej, takich jak Uzbekistan czy Tadżykistan. W państwach, gdzie dominuje islam, musiałyśmy jako kobiety dostosować się do obowiązujących norm — mimo bardzo wysokich temperatur nie mogłyśmy nosić krótkich spodenek czy koszulek na ramiączkach. Tam nie spotyka się kobiet z odsłoniętymi ramionami czy nogami i my również uszanowałyśmy te zasady. Traktowałam to nie jako ograniczenie, ale jako wyraz szacunku wobec kultury i religii gospodarzy. Poza tymi różnicami nie doświadczyłam żadnych innych sytuacji, w których religia dzieliłaby ludzi, raczej uczyła pokory i otwartości.
20.Co mogłaby Pani powiedzieć, żeby zachęcić innych do wzięcia udziału w akcji Polak z Sercem, zarówno w formie wolontariatu, jak i jako darczyńcy?
Akcja Polak z Sercem to wyjątkowa szansa, by realnie pomóc naszym rodakom na Kresach i pokazać, że pamięć i serce mają znaczenie. Każda forma wsparcia, zarówno wolontariat, jak i darowizna, naprawdę zmienia życie innych i daje ogromną satysfakcję. To nie tylko pomoc materialna, ale też możliwość poznania historii, spotkania niezwykłych ludzi i przeżycia doświadczenia, które zostaje w pamięci na zawsze. Zapraszam do dołączenia 8. edycji Akcji Polak z Sercem. Przekonajcie się sami, jak wiele może zdziałać Wasz gest, nawet najmniejszy czyn dobroci ma moc, by stworzyć coś wielkiego.
