Polska jest krajem zbudowanym na fundamencie poświęcenia, krwi oraz cierpienia tych, którzy byli tu przed nami. Nie wszystkich bohaterów i ofiary wieków tragicznych wydarzeń znamy z imienia i nazwiska — duża część z nich to bezimienny numer w statystykach, postać na trzecim planie zdjęcia, której nikt nie potrafił zidentyfikować czy drobna pamiątka osobista znaleziona w masowym grobie. Imiona i pamięć o nich przepadły w otchłani historii, mimo że to oni stanowią część siły, dzięki której możemy dziś żyć w wolnym kraju oraz, co gorsze, część skutków okrucieństwa, tragedii i dehumanizacji czasów wojen, zaborów i okupacji.
Bezimienne ofiary, bezimienni bohaterowie są upamiętniani przez Polaków przez całą gamę różnorodnych zabiegów. Wśród nich można wyszczególnić zbiorcze i symboliczne oddanie hołdu Grobem Nieznanego Żołnierza oraz wszystkie pojedyncze nagrobki na rozrzuconych po całym świecie cmentarzach opatrzonych wyrytym na płycie napisem N/N. Podczas gdy na placu Piłsudskiego płonie wieczny znicz, a warta honorowa strzeże tego miejsca nieprzerwanie dzień i noc, inne nagrobki — mniej nagłośnione i symboliczne — butwieją pod ciężarem historii oraz naręczem chwastów. Ta dysfunkcja systemowej reminiscencji, ze względu na swoją zawiłą i wieloaspektową naturę, stanowi dla Polaków swoisty węzeł gordyjski w pełni niemożliwy do rozwiązania. Mnogość niezarejestrowanych mogił, bezlik nieoficjalnych ceremonii pogrzebowych w miejscach do tego nieprzystosowanych, horrendalna liczba wytartych płyt nagrobnych czy zmurszałych krzyży cmentarnych poddanych utylizacji lata temu sprawia, że zapalenie symbolicznego znicza na nagrobku każdej ofiary i każdego bohatera to czyn niewykonalny.
Raz na jakiś czas dzięki nauce oraz przez wzgląd na szczęśliwą koincydencję wypadków IPN identyfikuje jedną z tysięcy nieznanych ofiar, jest to jednak jedynie kropla w morzu bezimiennych grobów, zbiorowych mogił i nierozpoznanych szczątków.
Jak więc współczesny człowiek może uhonorować osoby, o których nic nie wie? Osoby, które równie dobrze mogłyby nie istnieć, gdyż nie ostał się nawet cień dokumentu świadczącego o tym, że byli, nazywali się czy żyli? W utworze Obóz głodowy pod Jasłem Szymborska pisze: „Historia zaokrągla szkielety do zera. Tysiąc i jeden to wciąż jeszcze tysiąc. Ten jeden jakby go wcale nie było: płód urojony, kołyska próżna, elementarz otwarty dla nikogo, powietrze, które śmieje się, krzyczy i rośnie, schody dla pustki zbiegającej do ogrodu, miejsce niczyje w szeregu.”. Precyzyjnie unaocznia jak mijające wieki redukują żywego, realnego człowieka pełnego nadziei i strachu do liczby w statystyce, lub często, do nicości.
Nicość ta jest stadium nieomal ostatecznym, który zmienić może tylko wcześniej wspomniana nauka i koegzystencja wypadków. O to, co jeszcze nie usunęło się w nicość dbają historycy i pasjonaci historii, szczególnie w wersji lokalnej — to oni znają na pamięć nazwiska każdej osoby, która stała się elementem historycznej zawieruchy w swojej okolicy, to oni odwiedzili każde naznaczone ciężarem wydarzeń miejsce w okolicy, to oni patrząc na stos gruzu na leśnej łące widzą historię.
II Rajd Podlasie dla Niepodległej to upamiętnienie lokalnych wydarzeń, niewyniesionych na ołtarze historii bohaterów oraz ofiar zbrodni, o których nie mówi się w telewizji. Na wzór swojego listopadowego pierwowzoru, druga odsłona rajdu wyrusza z Grannego, gdzie na lokalnym cmentarzu można odwiedzić symboliczny grób Kazimierza Parzonki, który działał pod pseudonimami „Zygmunt” i „Wichura” jako żołnierz VI Wileńskiej Brygady AK. Parzonka został zamordowany w 1953 roku w więzieniu w Białymstoku. To pierwsze z wielu nazwisk niewymienianych w podręcznikach. Na drugim przystanku odwiedzono pomnik Józefa Piłsudskiego w Krzemieniu — kolejny punkt wizytowany już po raz drugi. Bug miał niezwykłe strategiczne i militarne znaczenie, dlatego takie miejscowości jak Granne i Krzemień były świadkami wielu historycznych wydarzeń. Jednym z nich była bitwa pod Krzemieniem (rzadziej bitwa pod Grannem) z 1792 roku.
Następnie wizyta u ostatniego weterana powstania styczniowego, Feliksa Barczuka, na cmentarzu w Kosowie Lackim, pomnik bitwy pod Węgrowem oraz pomnik Władysława Rawicza w Grochowie. Władysław Rawicz był wielkim polskim bohaterem, zaryzykował wszystko, co miał, aby wziąć udział w walkach. W tej podróży nie mogło zabraknąć też ostatniego powstańca powstania styczniowego ks. Stanisława Brzóski. Odwiedzono poświęcony mu pomnik w Sokołowie Podlaskim oraz miejsce jego ukrywania się i schwytania w Krasnodębach Sypytkach. Następnie przejechano do Skrzeszewa na ostatni tego dnia przystanek upamiętniający księdza Felicjana Augustowicza — wikarego zesłanego na Syberię za pomoc księdzu Brzósce.
Drugi dzień opierał się na wizytowaniu ważnych dla Podlasia miejsc sakralnych — sanktuariów i świętych miejsc, które są dla wiernych ostoją spokoju w trudnych czasach. Na mapie rajdu znalazła się między innymi święta góra Grabarka oraz sanktuarium w Milejczycach.
Poniżej fotorelacja.











