Coś się kończy

Stałym elementem każdego rajdu jest jego zakończenie. W trakcie tej uroczystości można otrzymać pamiątkową tabliczkę do zawieszenie na swojej rajdowej ściance, zostać poklepanym po plecach i usłyszeć „dobra robota”, zrobić sobie zdjęcie z przyjaciółmi lub zwyczajnie sobie podjeść. Wszystkie te aspekty są równie ważne i czynią to wydarzenie wyjątkowym.

Najważniejsza jest jednak cicha refleksja, która przychodzi do człowieka cicho i niespodziewanie – refleksja o tym, co w jego życiu zmieniła ta podróż, co mu dała, czego go nauczyła. A uczy nie tylko o historii, ale też o ludziach, a przede wszystkim o sobie samym. 

Podczas rajdu motocykliści narażeni są na stres, trudne warunki bytowe, stwarzające niebezpieczeństwo warunki pogodowe i ekstremalne zmęczenie. To także podróże pełne ciężkich emocji: gniewu, frustracji i smutku: zarówno ze względu na historię, którą poznają, ale też na własne słabości. Taka kombinacja czynników zewnętrznych może przytłoczyć, a jednak oni jadą dalej.

Te emocje wracają do nich przy podsumowaniu rajdu: już nie takie trudne, nie tak przejmujące, a zza nich zaczyna wychylać się to, co naprawdę ma znaczenie – człowiek. Uroczystość zakończenia to okazja, by docenić siebie nawzajem: swój trud, wzajemną pomoc, zimną krew czy dobry humor. Z każdą minutą negatywne wspomnienia zacierają się w pamięci, a te dobre, pełne ciepła drugiego człowieka i satysfakcji z pokonywania własnych słabości zostają. 

Przedstawiamy Państwu większość (niektórym udało się umknąć aparatowi) zaangażowanych w III Rajd Przyjaźni im. prof. Wacława Felczaka na zdjęciach z niezwykłymi komandorami rajdu: Zenonem Zielskim i Zbigniewem Kosakowskim. Popatrzcie na ich twarze, zobaczcie w nich ludzi, którzy kosztem własnych wyrzeczeń niosą pamięć o tych, o których świat już prawie zapomniał.

Celowo opisani są tak, jak sami o sobie mówią: bez patosu i płaszczyka oficjalności. Ten artykuł pokazuje grupę przyjaciół, pasjonatów, którzy pokonują razem setki kilometrów we wspólnym celu.

Rajdowy historyk – Jacek
Władek – Odważny Słowacki Brat
Wielki Mistrz Dariusz z Arasimów
Citek Dzielny z oddziału Rychtal, mąż dzielnej Zuzi
Zuzia Dzielna z oddziału Rychtal, żona równie dzielnego Citka
Piotr Nieugięty
Justyna Nieustraszona – córka Mirka
Mirosław herbu Nie Do Zdarcia – tata Justyny
Leszek – nieoceniona pomoc przy trudach organizacyjnych

Anna i Julian Kowalczykowie – fundamenty przyszłego Oddziału Podhale
Grażynka i Wojciech z Borzymów – niezastąpione wsparcie znad Bugu
Ania i Benek z Leoniaków – jedyna taka ekipa do zadań specjalnych
Inspektor Gadżet, czyli Darek
człowiek wielu imion: prezes rychtalski, MotoObora lub po prostu Marcin
siła Kaszub w jednym człowieku, czyli prezes Grześ
Bogdan Wytrwały
Maciej Niezawodny
Franek Waleczny
Tomek Wspaniały
Gienek – władca dróg
Nie mogło tu zabraknąć jedynego w swoim rodzaju prezesa Michała i cudownej prezesowej Karoliny. Na zdjęciu z ich pięknymi córkami – Hanią i Michasią, które przygotowują się, by kontynuować dzieło rodziców.

I wielkie ukłony dla tych, którzy obecni są na każdej fotografii Zenona Śmiałego i Zbigniewa herbu Da Się Zrobić – to ich wysiłek umożliwił spotkanie tak wielu różnych, niezwykłych osób.

Także ratułowski oddział Związku Podhalan chciał wyróżnić naszych motocyklistów za wszystko, co robią dla polskiej historii i pamięci o jej bohaterach. Przepiękny dyplom prezentuje Państwu nasza wspaniała Grażynka.

A tak bawili się na uroczystości:

Kiedy radosna celebracja dobiegła końca, zegary wybiły już trzecią nad ranem. Kiedy o 9 rano nasi rajdowcy szykowali się, by odjechać w siną dal żegnały ich dzielne, Panie Prezes ratułowskiego oddziału Związku Podhalan, które mimo nieprzespanej nocy miały siłę i energię, aby z pięknymi uśmiechami pomachać odjeżdżającym motocyklistom.

Rajdowe emocje już opadają, ale mamy nadzieję, że wkrótce powrócą znów!

Możesz również polubić