Rozmówcami redakcji są przedstawiciele Stowarzyszenia Historycznego im. ks. mjr Szczepana Walkowskiego. Trójka członków organizacji, pani Anna Świegot, pan Jerzy Przybył oraz pan Eugeniusz Tomaszek odwiedzą Stowarzyszenie Kocham Polskę już 2 lutego, aby wziąć udział w rozdaniu nagród konkursu Wspomnienia przodków ocalić od zapomnienia. Podczas wydarzenia wygłoszą jedną ze swoich prelekcji historycznych — wykład o powstaniu styczniowym.
Skąd wzięli Państwo pomysł, aby założyć takie stowarzyszenie?
Stowarzyszenie Historyczne im. ks. mjr Szczepana Walkowskiego założyliśmy kilka lat temu, asumptem do tego była niezwykła postać naszego patrona księdza Szczepana Walkowskiego – Wieruszowianina, wikariusza, który w chwili wybuchu II wojny światowej pełnił obowiązki w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Lututowie, uczestnika Bitwy o Anglię, kapelana i pilota polskiego lotnictwa przydzielonego do RAF-u. Służąc w różnych jednostkach lotniczych, szczególnie zżył się z 304 Dywizją Obrony Wybrzeża. Walkowski to bohaterski żołnierz, osoba, która służyła swoim rodakom w niedoli uchodźcy politycznego, uchodźcy, który nie może wrócić do kraju, bo tam czeka go śmierć. W roku 1949 udał się do Argentyny, gdzie roztaczał opiekę duszpasterską nad Polakami w Buenos Aires i w wielu innych miejscowościach. Jego aktywność była wielowymiarowa. W ramach działania organizacji nawiązaliśmy kontakt z Polonią argentyńską. Podczas pobytu w Polsce wychowankowie księdza Walkowskiego pani Elsa Sztaba i pan Kazimierz Rutz odwiedzili nas w Wieruszowie. Kolejny ich przyjazd do kraju wiązał się z zaproszeniem na uroczystość otwarcia Izby Pamięci Ziemi Lututowskiej z udziałem Jej Ekscelencji Ana Maria Ramírez – Ambasador Republiki Argentyńskiej w Polsce i na Litwie. Muzeum znajduje się w wieży kościelnej a jedno z pięter poświęcone jest księdzu Walkowskiemu. Byliśmy organizatorami tego wydarzenia jako gazeta Powiatu Wieruszowskiego — Ilustrowany Tygodnik Powiatowy. Nasza Redakcja prowadziła wtedy szeroko zakrojoną działalność. Narodził się pomysł, aby założyć Stowarzyszenie Historyczne imienia księdza majora Szczepana Walkowskiego, aby upamiętnić tę niezwykłą postać. Założycielami byli pan Eugeniusz Tomaszek, pani Anna Świegot i pan Jerzy Przybył. Początki nie były trudne, ponieważ na szpaltach naszej gazety popularyzowaliśmy od dawna lokalną i regionalną historię oraz wybitne osoby z Wielkopolski i województwa łódzkiego. Obecnie działamy jako stowarzyszenie na terenie całego kraju.
Jak długo już Państwo działają?
Nasza działalność dziennikarska i pasja historyczna, którą realizujemy w stowarzyszeniu wspaniale się uzupełniają. Gazeta powstała w 1999 roku, a stowarzyszenie kilka lat temu. Nasza organizacja liczy obecnie 11 członków. Ilu sympatyków? Ze statystyk wynika, że dużo. Mają na to wpływ prelekcje historyczne, żywe lekcje historii, które prowadzimy w szkołach, domach kultury, muzeach, siedzibach seniorów, bibliotekach, i tym podobnych. Prowadzimy portal www.powiatowy.pl, profil na Facebooku Ilustrowanego Tygodnika Powiatowego, stronę internetową Badacze Historii (w trakcie tworzenia) i stronę Stowarzyszenia Historycznego im. ks. mjr Szczepana Walkowskiego.
Jak wyglądają Państwa działania w ciągu roku i jak zmieniły się w trakcie całego czasu funkcjonowania stowarzyszenia?
Nasze działania to przede wszystkim upamiętnianie osób walczących o wolną Polskę, o suwerenność kraju, tych, co oddali życie za ojczyznę, ofiar represji. 22 stycznia składamy hołd bohaterom Powstania Styczniowego, wcześniej 17 stycznia obchodzimy upamiętnianie Powrotu Kępna do Macierzy. 1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Nasza pamięć obejmuje również Zbrodnie Katyńską i Katastrofę Smoleńską — 10 kwietnia składamy kwiaty i znicze pod pomnikami. 15 czerwca pamiętamy o rocznicy Bitwy pod Lututowem — miastem rodzinnym Pani Ani, natomiast 1 września w rocznicę wybuchu II wojny światowej i inwazji hitlerowskich Niemiec na Polskę wspominamy wszystkich, których kosztowało to życie.19 i 20 października w rocznicę Krwawej Nocy Kępińskiej oddajemy hołd wszystkim, którzy wówczas zginęli. 11 listopada obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości, pamiętamy o bohaterach niepodległościowych, a 27 grudnia oddajemy cześć Powstańcom Wielkopolskim. Polska zobowiązuje. Pamięć o tych ludziach, to nasz obowiązek i nasza odpowiedzialność. Oprócz tych działań, w ciągu roku zajmujemy się edukacją patriotyczną i budowaniem postaw patriotycznych młodzieży. Tworzymy szereg publikacji historycznych, organizujemy uroczystości rocznicowe naszego patrona, bierzemy udział w wydarzeniach kulturalnych i społecznych zaplanowanych i niezaplanowanych. Na przykład spacer retro z historią w tle, podczas którego odwiedzamy miasta, przypominamy ich historię i zabytki. Jest też Retro Jarmark w stylu lat 20. i 30. W tych wydarzeniach występujemy w strojach z epoki. Braliśmy też udział w Spacerze po zdrowie i wielu innych. Oczywiście uczestniczymy w akcji Narodowe Czytanie. Od jakich działań się zaczęło? Od Biegu Powstańczego 1863, Sztafety Pokoleń, Marszu Powstańczego… Tak, można zauważyć dużą zmianę, wobec tego, co było na początku. Polega ona na tym, że jesteśmy mocno zapracowani. Oczywiście wszystko robimy na miarę naszych sił i możliwości.
Jak wyglądają Państwa relacje z okolicznymi organizacjami?
Ciekawe pytanie. W naszym regionie działają trzy stowarzyszenia historyczne — każde z nich ma nieco odmienne działania. Na początku naszej aktywności mogliśmy liczyć na wsparcie i pomoc — ze swojej strony oferujemy to samo. Wspólnie bierzemy udział w lokalnych wydarzeniach. Relacje z mediami? Bardzo dobre, ponieważ media to my. Jeżeli chodzi o samorządy… dużo się od nas nauczyli… Pomoc z ich strony? Sporadyczna i niewielka. Robimy po prostu swoje. Reakcja ludzi na naszą działalność? Bezcenne, kiedy widzimy zasłuchaną młodzież na naszych prelekcjach historycznych i zainteresowanie innych odbiorców. Krzewimy ten patriotyzm i widzimy, że to co robimy ma sens.
Co Państwo uważają za najtrudniejszą część prowadzenia takiej działalności?
Nasza działalność w stowarzyszeniu sprawia nam dużą satysfakcję, realizujemy swoje pasje historyczne, edukujemy, ale nie zastępujemy nauczycieli historii. Nasze prelekcje okraszamy ciekawostkami, do których, aby dotrzeć trzeba poświęcić dużo czasu. Nie mamy żadnych trudności, jesteśmy tam, gdzie nas zapraszają. Opowiadamy ciekawie, w sposób przystępny. W zasadzie są to spektakle. Przeprowadzamy prelekcję w danym miejscu, a potem osoba, która nas zaprosiła, poleca nas innym. Za promocję nie musimy płacić, bo mamy własne środki: można o nas przeczytać, obejrzeć zdjęcia, filmy i tak dalej. Jest nam łatwiej niż innym, dzięki temu, że prowadzimy portal www.powiatowy.pl.
Co mogą Państwo powiedzieć o innych członkach stowarzyszenia?
Nie wszyscy mają „parcie na szkło”. To żart, ale faktycznie pięć czy sześć osób może swobodnie brać udział w żywych lekcjach historii czy nagraniach na żywo. Kilka osób pisze i publikuje, wydaje książki. Co do reszty to można na nich liczyć i są bardzo chętni do organizacji czy to mniejszego czy większego wydarzenia. Ta grupa, ta jedenastka jest zgrana, lojalna i zmotywowana. Pozostaje oczywiście kwestia wolnego czasu, która jest pewnym wyzwaniem, ponieważ prawie wszyscy pracują zawodowo.
Jak przebiega współpraca w Państwa organizacji?
Nie może być żadnych konfliktów. Większość z nas zna się od wielu lat, więc rozumiemy się bez słów. Jesteśmy wobec siebie wyrozumiali. Słuchamy siebie nawzajem. Cenimy szczerość. Zdarza się, że ktoś ma gorszy dzień, ale kto go nie ma?
Mówiliśmy już o najtrudniejszych aspektach prowadzenia stowarzyszenia, a czy mogliby Państwo opowiedzieć, co w tej pracy sprawia największą radość i satysfakcję?
Największą radość i satysfakcję sprawia oczywiście zainteresowanie, zapewnienie, że się podobało, bezpośrednia informacja połączona z uśmiechem, wręczonym kwiatkiem. Z tymi rzeczami najczęściej spotykamy się w trakcie głoszenia prelekcji. Bardzo cenimy też dobre intencje drugiej strony, życzliwość, docenienie naszej pracy, bo to buduje pozytywne relacje z tymi ludźmi. Czujemy też duży entuzjazm, kiedy słupki idą w górę, a oglądalność na portalu internetowym czy Facebooku zwiększa się. Jesteśmy pasjonatami historii. Robimy to, co nam sprawia przyjemność. Wspomnienia, zwłaszcza z początków naszej działalności, mamy bardzo miłe. Obecnie nieco zmieniliśmy formę: dawniej podejmowaliśmy się dużych wyzwań, a lubimy, jak wszystko dopięte jest na przysłowiowy ostatni guzik. Wiąże się to z ogromem pracy. Niekiedy dziwimy się, że podołaliśmy organizacji pewnych imprez czy wydarzeń. Dzisiaj mierzymy siły na zamiary, dostosowujemy swoje możliwości do ambitnych celów. Nie bez kozery jednak możemy powiedzieć ,,jak nie my to kto?”. Było wiele momentów ciekawych, śmiesznych, poważnych, dostojnych. Ważną chwilą był moment, kiedy zostaliśmy odznaczeni Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej. Były momenty rozczarowania, szczególnie gdy wraz z archeologami szukaliśmy w lasach lututowskich mogił powstańców. Tak bardzo chcieliśmy odnaleźć ich szczątki, aby móc godnie ich pochować. Prace archeologiczne nie przyniosły oczekiwanego efektu. Cały czas zdobywamy nową wiedzę, zgłębiamy tematy, które nas interesują. Pomysły rodzą się same. Jest pomysł na kolejną prelekcję, ale niestety nie ma akceptacji prezesa. Pozostaje albo go przekonać albo poszukać nowego tematu. Siewcy patriotyzmu – miło, że jesteśmy utożsamiani z kulturą regionalną, zamiłowaniem historią lokalną i ogólnokrajową, umiłowaniem Ojczyzny. Nic nie jest nam dane raz na zawsze…
Jak dowiedzieli się Państwo o Stowarzyszeniu Kocham Polskę?
O Stowarzyszeniu Kocham Polskę dowiedzieliśmy się od redaktorki strony internetowej Stowarzyszenia, która jakiś czas temu z nami się skontaktowała i zaproponowała przeprowadzenie cyklu prelekcji w szkołach w Drohiczynie, Wyrozębach i Repkach. Natychmiast zapoznaliśmy się z działalnością Stowarzyszenia Kocham Polskę i jesteśmy pod wrażeniem. Naprawdę. Nasze stowarzyszenia łączy zamiłowanie do polskiej historii, upamiętnianie lokalnych bohaterów zrywów niepodległościowych i silny patriotyzm. Zdziwiliśmy, że stowarzyszenie ma filię w Rychtalu w powiecie kępińskim, w Wielkopolsce. Nigdy z panem burmistrzem nie mieliśmy okazji porozmawiać o rychtalskim oddziale, mimo że bardzo lubimy jeździć do gminy Rychtal na różne wydarzenia i uroczystości.
Co chcieliby Państwo, żeby nasi czytelnicy wiedzieli o Państwa organizacji?
To, co zawarliśmy w wywiadzie oraz to, że jesteśmy uczciwymi, lojalnymi, szczerymi, pracowitymi ludźmi. Lubimy pomagać. Jest jeszcze tak wiele historii naszej działalności do opowiedzenia. Byłby to na pewno wywiad rzeka. Ba, gotowa publikacja na książkę.
Jakimi wartościami kierują się Państwo jako stowarzyszenie?
Jan Paweł II, w książce „Pamięć i tożsamość”, wskazywał, że ,,pamięć nie jest jedynie biernym magazynem przeszłości, lecz żywym źródłem tożsamości, budującym siłę człowieka i narodu. Pamięć o dziejach, kulturze i Bogu pozwala zrozumieć sens życia, zachować korzenie oraz kształtować przyszłość… Przez pamięć tworzy się i krystalizuje poczucie tożsamości”. Święty Jan Paweł II jest dla nas autorytetem. Tak. Pamięć = fundament tożsamości. Pamiętamy o historii lokalnej, tożsamości narodowej i duchowej. Jest to dla nas kluczowe. Znaczenie mają dla nas wartości takie jak troska o dobro wspólne czy bezinteresowność, empatia, wrażliwość na drugiego człowieka, troska o przyszłe pokolenia Polaków, tolerancja, ale i niezależność.
Jakie mają Państwo plany na przyszłość, jeśli chodzi o działalność organizacji?
Plany? Często zadajemy to pytanie osobom, z którymi to my prowadzimy wywiady. Nasze plany wiążą się z przyszłością oczywiście, ale i z teraźniejszością, zdrowiem, sprawnością fizyczną i intelektualną. Plany to kontynuacja tego, co robimy. Czy chcielibyśmy więcej i lepiej? Pewnie tak, ale na tę chwilę jesteśmy usatysfakcjonowani naszą działalnością. Jesteśmy doceniani, zauważani — to kluczowe elementy budowania motywacji oraz poczucia własnej wartości. Jeżeli są osoby, które nie popierają naszych działań, a na pewno są, to należy zadać pytanie: jakie pobudki nimi kierują i dlaczego oni nie działają podobnie? Wcześniej powiedzieliśmy, że wiele osób dużo się od nas nauczyło, ba wzorują się na nas, co jest zauważalne. Naszym zamiarem nie jest rywalizacja z innymi w tych dziedzinach, którymi się zajmujemy. Miło nam, że jesteśmy niekiedy wzorcem dla innych. Wielka prośba – nie rywalizujmy a róbmy swoje. Na zazdrość staliśmy się uodpornieni.
Czy jest to dla Państwa praca zawodowa czy jedynie hobby?
Nie, nasze działania w stowarzyszeniu to nie hobby. Bo pasja i hobby to nie to samo. Hobby, to relaksująca czynność wykonywana w wolnym czasie, którą można porzucić. Natomiast pasja to głębokie, intensywne zaangażowanie, które pochłania nas bez reszty, ale daje też ogromną motywację do dalszych działań. Jesteśmy pasjonatami.
Zestaw pytań skierowanych do pani Anny Świergot — jednej z założycieli organizacji.
Czy mogłaby Pani opowiedzieć trochę o kobiecej perspektywie działalności w stowarzyszeniu?
Moja rola w stowarzyszeniu jest kluczowa, powiem nieskromnie, i mam świadomość, że będą to czytać członkowie naszego stowarzyszenia, ale oni potwierdzą, że jestem spiritus movens naszej działalności. Stowarzyszenie dało mi możliwość realizowania swoich pomysłów, marzeń. Teraz mam czas na tę realizację, bo wcześniej odkładałam ją na później. Żałuję, że nie założyliśmy stowarzyszenia wcześniej, ale wtedy wszystkie nasze siły skupione były na gazecie — niezależnej w naszym regionie. Nasza trójka założycieli stowarzyszenia ma za sobą prowadzenie działalności, wydawanie gazety, funkcję redaktora naczelnego. Pan Tomaszek nadal to robi, a my pomagamy. Uwielbiam nasze prelekcje i role kobiece, w które się wcielam. W „Bronisława Piłsudskiego zmagania z losem” wcielam się w postać Marii Żarnowskiej z domu Baniewicz, młodzieńczej miłości Bronisława. Po 20 latach ponownie spotykają się, planują wspólną przyszłość, ale los okrutnie z nich drwi. W „Józef Piłsudski i Aleksandra Szczerbińska — Piłsudska w drodze do odzyskania niepodległości Polski” wcielam się w postać drugiej żony Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego Aleksandry, matki jego córek, która w okresie walki w konspiracji w fałdach spódnicy przemycała broń, a w gorsecie dynamit. Jako działaczka niepodległościowa, walczyła w Legionach Piłsudskiego, a kiedy została Panią Marszałkową organizowała tzw. spotkania przy herbatce. Ale cóż były to za spotkania? W zasadzie Marszałkowa prowadziła salon polityczny. Zapraszała członków rządu, dyplomatów, oficerów, przedstawicieli duchowieństwa, ludzi kultury i sztuki. Na tych spotkaniach bywało nawet około 300 osób. Ubóstwiam postacie Maryni i Oli. Natomiast w „O Powstaniu Styczniowym inaczej” opowiadam o roli kobiet w powstaniu, Żałobie Narodowej. Panowie występują w strojach powstańców (czamara, czapka rogatywka, repliki broni czarnoprochowej), a ja w stroju kobiety z okresu Żałoby Narodowej — sukni na krynolinie, biżuterii patriotycznej.
Jak Pani ocenia dokładność przedstawienia roli kobiet w historii?
W mojej opinii często rola kobiet w historii Polski była pomijana lub umniejszana. Niejednokrotnie historiografia skupiała się na mężczyznach, kobiety traktowane były jako tło, co umniejszało ich wkład na przykład w działania niepodległościowe. Tak zwana słaba płeć została historycznie pominięta. O tym mówię podczas prelekcji. Boleję nad Pomnikiem Aleksandry Piłsudskiej w jej rodzinnych Suwałkach, który gotowy, ba nawet zaprojektowany i zaprezentowany, nie doczekał się środków na realizację. Przykre to jest. Smutne. Takich przykładów znalazłoby się więcej.
O czym lubi Pani mówić najbardziej?
Należy w tym miejscu nawiązać do mojej wcześniejszej wypowiedzi. Najbardziej lubię opowiadać o kobietach — patriotkach. Mówię o patriotyzmie, ukazanym poprzez postawy kobiet np. z czasów zaborów, zrywów niepodległościowych. Kobiety odegrały ważną rolę we wszystkich walkach o wolność, niepodległość i suwerenność naszego kraju. Emilia Plater, Maria Piotrowiczowa, Aleksandra Szczerbińska i wiele, wiele innych kobiet – wielkich patriotek.
Czy uważa Pani, że we współczesnym świecie jest przestrzeń dla tego typu organizacji? Dlaczego?
Oczywiście, we współczesnym świecie nie tylko jest przestrzeń dla organizacji pozarządowych, lecz jest ona wręcz niezbędna. Takie stowarzyszenia, jak nasze czy Stowarzyszenie Kocham Polskę i inne organizacje odgrywają fundamentalną rolę w kształtowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Wywierają ogromny wpływ na kluczowe obszary życia społecznego. Bardzo często wypełniają luki tam, gdzie np. samorządy zawodzą. Edukacja patriotyczna młodzieży, którą my prowadzimy to nic innego, jak proces kształtowania tożsamości narodowej, znajomości historii oraz tradycji narodowych. Przypominamy historię Polski, bohaterów, wydarzenia, literaturę. Traktujemy to jako misję i nasz obowiązek. Polska to dla mnie umiłowana Ojczyzna, miejsce zakorzenienia, dom, duma z narodowych symboli i dziedzictwa kulturowego. Jesteśmy pasjonatami historii i patriotami. Ten patriotyzm przejawia się również jako miłość do stron rodzinnych, naszej małej ojczyzny.
Podróżuje z Państwem Majeczka. Czy opowie Pani o niej?
Tak. Maja to beagle. W swoim rodowodzie ma wpisane imię Xona, ale ja nazwałam ją Majeczką. Osiem lat temu przywiozłam z hodowli psów rasowych taką małą kuleczkę, nie wiedząc nic o tej rasie. W miarę, jak rosła, pewne zachowania Majeczki zmusiły mnie do szybkiego przyswojenia wiedzy o beaglach. Psy te mają silny instynkt łowiecki, są uparte, gonią za zapachem i lekceważą komendy. Majeczka to rozrabiara, jest niegrzeczna, ale za to prześliczna. Zabieram ją ze sobą w długie podróże, wybieram hotele czy pensjonaty, gdzie psy są mile widziane i akceptowane. Zwiedziłyśmy pół Polski, była ze mną nawet za granicą. Jej urok zniewala do tego stopnia, że wybacza jej się wybryki i niestosowne zachowanie. Gdy byłam w szpitalu przez trzy dni strasznie zawodziła. W mojej obronie gotowa jest nawet ugryźć, czego doświadczyli pan Jurek i pan Tomaszek. Wystarczy podniesiony glos i gotowa jest bronić swojej pańci, do której zresztą upodobniła się charakterem. Ale o tym nie powiem. Bardzo lubi jeździć samochodem. Kiedy jedziemy jest przypięta na tylnym siedzeniu, ma taki podest, aby mogła stanąć pomiędzy przednimi fotelami i patrzeć, jak jadę. Po ośmiu latach po jej oczach potrafię poznać, kiedy jest obrażona, kiedy chce się bawić lub gdy chce smakołyk — wtedy prowadzi mnie do szafki, gdzie je trzymam. Jest bardzo czujna: biada obcej osobie, która weszłaby na nasze terytorium, Maja chętnie ją wpuści, ale już nie wypuści. Ostatnio zamówiłam serwisanta do ogrzewania gazowego. Zanim wszedł zapytał się, gdzie jest pies. Mimo tych swoich delikatnych wad jest urocza.
Zestaw pytań dla pana Eugeniusza Tomaszka — jednego z założycieli Stowarzyszenia
Jak wygląda Pana wymarzona przyszłość stowarzyszenia?
Przede wszystkim kontynuacja działań, które podejmujemy w zależności od obchodów różnych rocznic i uroczystości. Nadal chcielibyśmy prowadzić nasze prelekcje, przekazywać wiedzę młodszym pokoleniom. W przyszłości może ktoś nas zastąpi. Jesteśmy otwarci na współpracę ze wszystkimi w miarę naszych możliwości. Nasze stowarzyszenie osiągnęło uznanie, szacunek, poważanie i renomę. Oczywiście chcielibyśmy osiągnąć wyższy stopień prestiżu.
Co lubi Pan szczególnie jeśli chodzi o działanie w organizacji? Dlaczego?
Najbardziej lubię wydawać pieniądze (kiedy już je mamy) na zakupy. Szczególnie lubię kupować broń, zwłaszcza białą, mundury, kostiumy epokowe i inne przedmioty, które wzbogacają naszą ekspozycję prezentowaną podczas prelekcji.
Co chciałby Pan zmienić, wewnętrznie w stowarzyszeniu lub systemowo w Polsce czy na świecie, aby organizacje takie jak ta Państwa były bardziej rozpoznawalne?
Należałoby wprowadzić równe traktowanie stowarzyszeń zwykłych i rejestrowych. Brak osobowości prawnej stowarzyszeń zwykłych powoduje utrudnienia lub niemożliwość składania wniosków na projekty finansujące działalność. Poza tym uważam, że obecne wprowadzenie obowiązku odbierania faktur kosztowych z KSef jest zbędnym wymogiem, który znowu spowoduje nałożenie na stowarzyszenia kolejnych obowiązków.
Skąd u Pana zamiłowanie do historii?
Moje zamiłowanie do historii ma swoje początki w szkole podstawowej. Zawsze lubiłem lekcje historii, zwłaszcza, że nauczyciel, który je prowadził miał znakomitą wiedzę. W późniejszych latach kolekcjonowałem periodyki, książki z zakresu historii Polski, Europy czy świata. Kolejny etap to praca w mediach i zaznajomienie się z dużą ilością artykułów dotyczących historii lokalnej. Współpracując z odpowiednimi osobami udaje nam się rozjaśnić, a nawet odkryć, nowe fakty i wydarzenia, które były do dzisiaj nieznane. Wertowanie archiwów inspiruje do dalszego działania i dzielenia się zdobytą wiedzą z osobami zainteresowanymi. Szperając w różnych archiwach traci się poczucie czasu, bolą oczy i plecy, ale umysł się rozwija. A sprawny umysł to także podstawa sprawności fizycznej. Staram się tą pasję do historii podtrzymywać, ponieważ daje mi ona dużą satysfakcję.








